|
ROK SZKOLNY 2007/ 2008

W tym roku
postanowiliśmy nieco zmienić zwyczaje i wyruszyć w góry jesienią, a
nie wiosną jak to zwykle bywało. Ze względu na krótkie jesienne dni
i zmienną pogodę wybraliśmy się na wycieczkę jednodniową w Góry
Świętokrzyskie. Jak zwykle oprócz uczniów klas III-VI, wyruszyły z
nami gimnazjalistki: Justyna W., Beata K., Anna M.
Wyjazd nastąpił
bladym świtem, by raniutko wejść na Święty Krzyż, otoczony
przybranymi w kolory jesieni lasami. Zwiedziliśmy klasztor, gdzie
znajdują się relikwie krzyża, na którym - wg legendy - zmarł Pan
Jezus. Tutaj również młody nowicjusz ze zgromadzenia Misjonarzy
Oblatów Maryi Niepokonanej oprowadził nas po muzeum misyjnym, w
którym zgromadzone zostały pamiątki przywiezione przez ojców z
różnych egzotycznych krajów. Później zwiedziliśmy Muzeum
Przyrodnicze oraz cele, w których przetrzymywano więźniów w czasie
II wojny światowej. Po posiłku zeszliśmy
do autokaru i udaliśmy
się do Bałtowskiego Parku Jurajskiego.
Tutaj młoda
przewodniczka bardzo ciekawie opowiedziała nam o mieszkańcach
parku, czyli dinozaurach, m.i.n. diplodokach, sejsmozaurach,
euoplocefalach, korytozaurach, kentrozaurach.

Potem, będąc
jeszcze pod wrażeniem spotkania z tymi gadami, zwiedziliśmy
„Zwierzyniec Dolny” z bażantami, papugami, szopami - praczami
i skunksami – a
następnie pojechaliśmy specjalnym schoolbusem do „Zwierzyńca
Górnego”, gdzie żyją daniele, jelenie Dybowskiego, strusie, lamy,
muflony, owce kameruńskie i śruborogie, alpaki, bydło szkockie i
inne egzotyczne zwierzęta, które traktowały nas jak intruzów,
wchodzących zbyt natarczywie w ich świat.
Pełni wrażeń wsiedliśmy
do autobusu, by wraz ze zmierzchem rozpocząć drogę powrotną.
ROK SZKOLNY 2006/2007 
Podtrzymując
wieloletnią tradycję w dniach 4-5 czerwca 2007 r. wybraliśmy się w góry,
aby przemierzyć nowe nieznane nam jeszcze szlaki. W wycieczce brali
udział uczniowie klas III-VI oraz absolwentki naszej szkoły, obecnie
gimnazjalistki ( GP nr 4): Ania B., Anaïs M., Letycja M., Monika K.
Program wycieczki, dokładnie zaplanowany, przewidywał jednak
nieprzewid ywalność
górskiej pogody, dlatego pan przewodnik miał przygotowany PLAN B.
Pierwszego
dnia wędrowaliśmy Doliną Kościeliską, by później zajrzeć do
ziiiiimnej , wąskiej, ciemnej i mokrej Jaskini Mroźnej. Po
pokonaniu stromego i śliskiego zejścia zatrzymaliśmy się nad
potokiem Kirowa Woda, by wzmocnić osłabione siły „małym co nieco” -
jak rzekłby Kubuś Puchatek- oraz wymoczyć obolałe nogi w chłodnej
wodzie. Następnie nasz przewodnik – pan Piotr G. – zarządził wymarsz
ku Wąwozowi Kraków, dokąd nie wszyscy chcieli iść, czując zmęczenie
i bunt otartych stóp, którym niełatwo było pokonywać skalistą
powierzchnię wąwozu. Wreszcie – zmęczeni – dotarliśmy do autokaru i
pojechaliśmy na pyszną kolację przygotowaną przez sympatyczną
gaździnę z Majerczykówki. Gorące dania
sprawiły nagły przypływ sił żywotnych i niechęć do łóżek. Mimo
zachęt, próśb i gróźb opiekunów, robiliśmy wszystko, by nie spać.
Po przespanej (
bądź nieprzespanej ) nocy ruszyliśmy w stronę Kuźnic.Tam pan
przewodnik, widząc nasze niewyspane twarze, zdecydował, że
przemierzymy bardzo łatwą i łagodną trasę. Ruszyliśmy w stronę
Kalatówek, gdzie zwiedziliśmy Pustelnię Brata Alberta i
powędrowaliśmy w stronę polany, na której mogliśmy przez chwilę
odpocząć. Następnie szliśmy Doliną Białego, podziwiając piętra
roślinności górskiej. Koniec dnia był dość zaskakujący, bo pan Piotr
G. - przewodnik i ratownik górski – zaprosił nas do siedziby głównej
TOPR, gdzie obejrze liśmy
film ukazujący jak piękne i zarazem niebezpieczne potrafią być góry.
Będąc
jeszcze pod wrażeniem filmu udaliśmy się na Gubałówkę, a stamtąd na
Butorowy Wierch, by zasmakować jazdy krzesełkową kolejką
linową.Trzeba uczciwie przyznać, że nie wszyscy wykazali się tutaj
odwagą. Na dole czekał na nas autokar, który ponownie zawiózł nas do
pani gaździny, skąd jak zwykle posileni pysznym obiadem ruszyliśmy
w stronę domu, uciekając przed burzą, która rozpętała się nad
Zakopanem.
Rok szkolny 2005/2006
Podtrzymując wieloletnią tradycję również w roku szkolnym 2005/2006
wybraliśmy się na wycieczkę. Oczywiście była to wyprawa w góry.
Tym razem postanowiliśmy zwiedzić najbliższe nam „zielone wzgórza
nad Soliną”. Pogoda w dniach 19-20 czerwca była wyśmienita, więc i
humory nam dopisywały.
Pierwszego dnia zaczęliśmy ostrą wspinaczkę na najwyższy szczyt
Bieszczad - Tarnicę pod czujnym okiem pana Jacka Hołuba
wieloletniego, doświadczonego pracownika GOPR i przewodnika. Marsz
ku górze był bardzo wyczerpujący, ale warto było wycisnąć z siebie „
siódme poty” by zobaczyć pejzaże, które są widoczne tylko stamtąd.
Mimo narzekań i utyskiwań malkontentów udało się nam szczęśliwie
zejść i dotrzeć do wyjątkowego miejsca, w którym mieliśmy
przygotowaną kolację i nocleg – ośrodka wypoczynkowego „Cień PRL-u”.
Po kolacji nasi „zmęczeni” uczniowie przygotowali program
artystyczny, w którym wykazali się swoimi talentami aktorskimi i
muzycznymi oraz poczuciem humoru.
Zmęczeni w ciągu dnia uczniowie, wieczorem odzyskali siły i nie
sposób było ich zapędzić do łóżek.
Za to rano jeszcze trudniej było ich obudzić. Jednakże po krótkich,
acz rzeczowych poleceniach pani Marty Aab wszyscy stawili się w
jadalni na śniadaniu. Wkrótce potem sprawnie i szybko spakowani
pojawili się w autokarze. Nie był to jednak koniec naszej wycieczki.
Wyruszyliśmy, choć w okrojonym składzie, na Połoninę Wetlińską.
Najbardziej wyczerpani uczestnicy naszej wycieczki zostali na
parkingu pod opieką pani Barbary Jańczak.
I tylko potem z żalem słuchali opowieści swoich kolegów i
koleżanek, którym dane było przejść całą Połoninę Wetlińską i
dotrzeć do schroniska zwanego „Chatką Puchatka”. Nigdzie herbata z
cytryną nie jest tak pyszna i ... tak droga.:)
Po dotarciu do autokaru wyruszyliśmy w stronę ośrodka „Wagabuda”,
gdzie zapaliliśmy ognisko i upiekliśmy kiełbaski, które otrzymaliśmy
w prezencie od pana Szarka. Są jednak dobrzy ludzie na świecie.:)
Ostatnim punktem naszego programu było zwiedzanie klasztoru w
Komańczy, gdzie przez kilka lat był internowany Prymas Tysiąclecia -
Stefan Wyszyński.
Pełni wrażeń i dość mocno zmęczeni szczęśliwie wróciliśmy do domu.
|